Drogi w Rzeczpospolitej w XVII wieku
Rzymianie stwierdzili, że niezbędny do panowania nad krajem, prowadzenia
sprawnej administracji i skutecznego ściągania podatków był dobrze rozwinięty
system dróg. Budowali, więc swoje drogi i mosty we wszystkich zdobytych
prowincjach. Cała Hiszpania do dziś jest usłana rzymskimi mostami, na które
można się natknąć również na terenie Francji i zachodniej części Niemiec. Na
terenie naszego kraju Rzymianie nigdy nic nie budowali. Być może budowa
gotyckiego mostu w Reszlu była zainspirowana przez budowle starożytnych Rzymian.
Zbudowali go Krzyżacy w XIV wieku i do dzisiaj jest używany.



Na początku XVII wieku Rzeczpospolita była zarządzana dość słabo, chociaż
właśnie minął tak zwany „złoty wiek” i mogłoby się wydawać, że państwo powinno
na nim skorzystać. Nie skorzystało jednak na nim ani państwo ani król. Granice
nie zostały opasane garnizonami lub choćby strażnicami połączonymi siecią dróg
z resztą kraju. Można więc wątpić czy granice
zaznaczane na mapach w naszych podręcznikach oznaczają prawdziwe granice
Rzeczpospolitej czy raczej granice wpływów poszczególnych właścicieli ziemskich.
Oczywiście musiały istnieć w tamtych czasach sieci lokalnych dróg,
niedługich skupiających się wokół miast i przystani rzecznych. Produkowane
majątkach wiejskich zboża trzeba było przecież jakoś dowieźć do miejsca
sprzedaży. Sprzedawano je więc do miejskich browarów lub po zmieleniu na mąkę
do piekarń, a nadwyżkę ładowano na szkuty i inne rzeczne statki. Rzeki były w
tamtych czasach jedyną drogą transportu dużych ilości towaru. Zakładam, że były
jakiś drewniane przystanie …. pomosty? Ale chyba jedyną infrastrukturą służącą
do załadunku były plecy chłopów, na których worki ze zbożem „przejeżdżały” z
wozów na statki.
Lokalne drogi nie były jakiejś szczególnie dobrej jakości ale przynajmniej
było je widać, bo były wydeptane i wyjeżdżone przez okolicznych mieszkańców.
Często korzystała z nich szlachta i kupcy ciągnący za szlachtą na sejmiki
ziemskie, które były zawsze połączone z wielkimi jakby jarmarkami. Dużo gorsze
były trakty – jeżeli można to tak ująć – nielokalne, prawie niemożliwe do
przebycia dla wozów z powodu nawierzchni – korzenie, kamienie i błoto – które
podróżowały po nich w zasadzie tylko latem lub zimą. Trakty te były uciążliwe również dla podróżujących konno wierzchem, bo na
odcinkach biegnących przez las zagrażały im nisko zwisające nad traktem gałęzie,
których nikt nie obcinał.
Poza tym brakowało przy trakcie zajazdów i karczem, które
funkcjonowały tylko w pobliżu miejscowości, chociaż w innych państwach Europy
działała już przecież regularnie poczta. W Rzeczpospolitej pierwszą pocztę
uruchomił i finansował król Zygmunt August ale tylko z Krakowa do Wenecji,
później przedłużono linię do Warszawy. Mogły z tej poczty korzystać odpłatnie
osoby prywatne. Innymi elementami infrastruktury poza zajazdami, których brakowało na
drogach Rzeczpospolitej były mosty. Rzeki pokonywano w bród, co było chyba
średnio przyjemne i mało bezpieczne w zależności od pory roku.
Były drewniane
mosty w Krakowie, Poznaniu i Przemyślu ale ślad po nich się nie zachował. Był drewniany most przez Wisłę w Toruniu niszczony przez rzekę i systematycznie odbudowywany. Za
wielkie osiągnięcie uznano zbudowanie w 1573 roku 23 przęsłowego, drewnianego
mostu przez Wisłę w Warszawie. Kilka przęseł było szybko rozbieralnych, żeby
nie wstrzymywać żeglugi. Jednak kto widział Wisłę zimą ten zdaje sobie sprawę,
że taki most nie mógł zimy przetrwać, a czy był regularnie odbudowywany? Nic o nim nie
wiadomo poza tym, że przetrwał 30 lat. Wiadomo jednak, że sąsiedzi Rzeczpospolitej na Śląsku budowali mosty
trwalsze, które istnieją do dzisiaj. Most na Nysie Kłodzkiej w Bardo z początku XVI wieku.
XIV wieczny most na młynówce w Kłodzku.
Przyczyny zaistnienia „złotego wieku”, który jednak nie przyniósł Rzeczpospolitej
zmian na lepsze wydają się być dość
jasne. Po wygraniu wojny 13-letniej z Zakonem Krzyżackim i „odkorkowaniu”
ujścia Wisły dla polskich towarów rozpoczął się handel zbożem. Na rynkach
europejskich wytworzyła się taka koniunktura, że produkcja sprzedaż polskiego
zboża stała się bardzo intratna, ale kto na niej zarabiał? Na przełomie XVI i
XVII wieku w Rzeczypospolitej Szlacheckiej
żyło podobno około 11 milionów ….osób?, ludzi?, tylko około 1 miliona z
nich była szlachtą.
Jeżeli przyjmiemy że połowa z nich to były kobiety okazuje
się, że ówczesna Rzeczpospolita miała tylko 500 tysięcy obywateli z prawem
głosu. Niby szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie, jednak duża część z tych 500
tysięcy (nie mam pojęcia jak duża) nie miała nawet kawałka ziemi nie mogli się
więc bogacić na produkcji zboża, bywali dzierżawcami, zarządcami, żołnierzami u
tych, którzy mieli tej ziemi dużo. Nie za bardzo obłowili się też na handlu
zbożem szlachcice zagrodowi, więcej już zarobili posesjonaci posiadający po
kilka lub kilkanaście wsi. Najwięcej jednak bogacili się ci, którzy mieli tych
wsi kilkaset.
Powstały ogromne majątki rozwarstwiające społeczeństwo. Potężni i
bogaci magnaci, którzy kształcili swoje dzieci (wyłącznie męskich potomków) w
najbardziej znanych uczelniach Europy musieli mieć wiele pogardy do szlachcica
zagrodowego, a tym bardziej „gołoty”, chłopa już nie uważał za człowieka. Zdarzało się również, że taki potentat, który jak w słońcu pławił się w
blasku swej pychy pogardzał też królem zwłaszcza takim, który został wybrany
nie po jego myśli. Bez wahania również wypowiadał takiemu królowi posłuszeństwo
jak to się okazało podczas potopu szwedzkiego.
Tak więc niezbyt duża grupa
obywateli, stanowiąca być może 0,05% populacji bogaciła się nieprzyzwoicie w
tak zwanym „złotym wieku”, budowała pałace i ozdabiała je sprowadzając
zagranicznych malarzy. Kształcili oni synów w kosztownych szkołach i stać ich
było na zaciąganie prywatnego wojska,
które niekoniecznie można było nazywać polskim. Tymczasem nauczyciele i wszystkie podręczniki historii wmawiają
Polkom i Polakom, że był to okres wspaniałego rozkwitu i wzrostu autorytetu
Rzeczypospolitej.
Bardzo ciekawy artykuł Artur.
OdpowiedzUsuńZawsze ciekawie i zwięźle opracowany temat
OdpowiedzUsuńTrochę nie rozumiem porównania pod koniec artykułu murowanych, solidnych, miejskich mostów do brodów na, za przeproszeniem, zadupiu. To logiczne, że w dużych ośrodkach miejskich konieczne były mosty solidne. Mosty między wiochami już takie nie musiały być. Pomijam fakt, że większość miast ówczesnej Rzeczypospolitej to obecnie pospolite wsie, które powoli odzyskują prawa miejskie (czyt. Oleśnica obok Pacanowa, Wiskitki itd.). Czy pomiędzy takimi dziurami warto budować most? No i kogo było na to stać i po co? ;) Pomijam już wzmiankę o Warszawie, która jest bardzo młodym miastem i tak samo jak reszta Mazowsza w XV - XVI w. była dziurą zabitą dechami.
OdpowiedzUsuń