sobota, 2 maja 2020

Narwik - krwawe marnotrawstwo


Wszędzie piszą, że to pierwsze zwycięstwo aliantów, czyżby naprawdę tak było? Rozważania sprzymierzonych – Anglii i Francji na temat wysadzenia desantu, który miał wspomóc Finów w wojnie z Sowietami zaczęły się w zimie 1940 roku. Te zamierzenia miały skutek z jednej strony dobry, bo zaniepokojony tym Stalin dość szybko zawarł pokój z Finami. Z drugiej strony fakt, że nie zdążyli przesłać pomocy Finom trochę pozbawił aliantów jasnego celu desantu. Cała machina została już jednak wprawiona w ruch i chociaż cała impreza miała pewnie tylu samo zwolenników co przeciwników, desant jednak wyruszył.


 

 


Pewnie na skutek jakichś kompromisów ekspedycja nie była wielka. Anglicy nie mogli się  spodziewać, że takli nieduży desant pozwoli im długo utrzymać fiord i urządzać tam bazę wypadową dla okrętów Royal Navy. Jeżeli chcieli przeszkodzić hitlerowcom w transporcie szwedzkiej rudy żelaza, to chyba nie wybrali odpowiedniej poru roku, bo Niemcy korzystali z tej okrężnej północnej trasy tylko wtedy, gdy zamarzały bałtyckie porty. W środku ostrej zimy, a nie w maju. Tak czy owak w pierwszych dniach czerwca alianci zostawili Niemcom i Narwik i cały fiord. Trudno mówić o sukcesie, nie osiągnięto żadnego celu operacyjnego, co najwyżej były to kosztowne ćwiczenia w czasie, których wielu ludzi straciło żucie.

czwartek, 16 kwietnia 2020

S. G. O. "Narew" - Łomża


Narew przepływa na północny wschód od Łomży, a tuż za rzeką znajduje się miejscowość Piątnica, w której usytuowane są potężne rosyjskie forty z początku XX wieku. Forty te tworzące przyczółek mostowy obsadzone przez jednostki Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew” skutecznie broniły Niemcom przeprawy przez rzekę we wrześniu 1939 roku. Żołnierze polscy odparli wszystkie wspierane przez lotnictwo zmasowane ataki niemieckiej dywizji piechoty powtarzane przez 4 dni od 7 do 10 września.  Wieczorem 10 września Niemcy zaprzestali ataków, bo ich dywizje przeszły już Narew na zachód od Łomży zdobywając Nowogród i na wschodzie rozjeżdżając czołgami obrońców Wizny. Wystarczało im, więc  poczekać aż wojska polskie same się wycofają, żeby uniknąć oskrzydlenia,  co też się stało jeszcze w nocy z 10 na 11.





Forty w Piątnicy były silną pozycją nie do zdobycia, bo broniły ich główne siły 33 pułku piechoty, który tam stacjonował z zaopatrzeniem i zapasami amunicji. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Nowogrodzie dokąd w nocy z 30 na 31 sierpnia został odkomenderowany jeden z batalionów 33 pułku z nieznaną ilością prowiantu i amunicji. Ten batalion oraz kompania forteczna – razem mniej niż 500 żołnierzy – musieli obsadzić długą linię niewielkich bunkrów, z których część była jeszcze w budowie i czekać w nich przez 7 dni na Niemców. Teren w okolicy Nowogrodu wyjątkowo sprzyjał obrońcom, więc musiało zawieść ich wyposażenie albo zaopatrzenie.





W przypadku Wizny teren obrońcom już nie tak nie sprzyjał za to ilość sprzętu w stosunku do ilości żołnierzy była niespotykana. 340 żołnierzy i 20 oficerów to mniej więcej tyle co batalion, a na wyposażeniu 6 lekkich dział, 24 ciężkie i 18 ręcznych karabinów maszynowych. Pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy to tony amunicji potrzebne, żeby to wszystko mogło strzelać. Jedyna broń przeciwpancerna jaką dysponowali obrońcy Wizny to 2 karabiny przeciwpancerne, mieli do nich 20 nabojów.



Nasuwają się więc wnioski, że coś z przygotowaniem i zaplanowaniem obrony było nie tak jak powinno, dużo prowizorki i szybkich ale chaotycznych działań w ostatniej chwili. Charakteryzowała się tym nie tylko obrona linii Narwi, ale cała kampania wrześniowa. O braku jej przygotowania i zaplanowania świadczyły niespójne i często się zmieniające rozkazy naczelnego dowództwa, które podczas trwających walk rozwiązywało stare i tworzyło nowe formacje  taktyczne. Na przykład dywizję wchodzącą w skład S. G. O. „Narew” włączono do tworzącej się armii „Modlin”.  Wprowadzało to chaos i zniszczenie, takie rozkazy rozbijały polskie jednostki równie często jak niemieckie czołgi.

To co na mapie sztabowej wyglądało na prosty i łatwy manewr w terenie już takie nie było. Od początku wojny polskie jednostki przemieszczały się głównie w nocy ze względu na niemieckie lotnictwo. Jeżeli więc maszerującą nocą kilkoma drogami na wschód dywizję – 6 tysięcy żołnierzy, tabory zaprzężone w konie, samochody, artyleria… - doganiał rozkaz, że ma jednak maszerować na południe, a nie na wschód oznaczało to chaos manewrów  w ciemnościach i automatycznie jej rozbicie i przemieszanie, którego rankiem dokańczały niemieckie bombowce.

Na nieprzygotowanie, niezaplanowanie i w efekcie przebieg kampanii wrześniowej duży wpływ mieli politycy, którzy uciekli z Polski razem z naczelnym wodzem jeszcze podczas trwania walk. No właśnie naczelny wódz – marszałek Edward Rydz – Śmigły, prezydent przepchnął go przez kolejne  szczeble kariery wojskowej i uczynił posłusznym sobie marszałkiem. Niestety Rydz nie miał kompetencji, ani wyobraźni, a sztucznie przyspieszona kariera pozbawiła go również autorytetu innych generałów.

niedziela, 5 kwietnia 2020

Niezwykły akwedukt


Walijski akwedukt Pontcysyllte jest bardzo niezwykły nie dlatego, że akwedukty są rzadkością. Starożytni Rzymianie zbudowali ich całkiem sporo, rzecz jednak w tym, że po upadku imperium rzymskiego przez kilkanaście stuleci nikt już nie podejmował takich budów.

 

 

Podjęcie więc budowy akweduktu po tych setkach lat, zwłaszcza że miał on pełnić rolę drogi śródlądowej było przedsięwzięciem pionierskim. W tamtych czasach jednak – 50 lat przed rozwojem kolei -  cały ruch towarowy i pasażerski w Anglii oparty był na gęstej sieci kanałów śródlądowych. Dzięki tej sieci i szybkim łodziom ciągniętym, przez konie można było podróżować znacznie szybciej i wygodniej niż  dyliżansem. Prawdopodobnie koniowi, który ciągnął łódź przez ten akwedukt musiano zawiązywać oczy.

 

 

Nie wiadomo jaki był wpływ wojny na budowę, być może nasilający się terror Napoleona w Europie i częściowa izolacja Anglii sprawił, że budowa akweduktu nad doliną rzeki Dee nabrała znaczenia strategicznego i stała się przedsięwzięciem priorytetowym. W każdym razie podczas całego okresu budowy wolności Anglików strzegły drewniane okręty wojenne a ukończenie budowy miało miejsce w listopadzie 1805 roku, a więc miesiąc po bitwie morskiej koło przylądka Trafalgar. 

 

 



 

zdjęcia z wikiopedii

niedziela, 8 marca 2020

Przemilczana działalność Kościoła


Straszliwa wojna nazwana później trzydziestoletnią, która spadła na Europę z początkiem XVII wieku pochłonęła według ostrożnych szacunków 8 milionów ofiar. W tamtych czasach nie było powszechnych spisów ludności, więc te szacunki mogą nie być dokładne, jednak te 8 milionów stanowiło wtedy prawie połowę mieszkańców obszaru objętego konfliktem. Taki kataklizm nigdy wcześniej się przez Europę nie przetoczył, bo chociaż europejskie konflikty dynastyczne i walki o wpływy toczyły się zawsze to jeszcze nigdy działalność Kościoła nie była tak intensywna. Przez 100 lat poprzedzających wojnę, od chwili gdy Marcin Luter przetłumaczył biblię na niemiecki Kościół Katolicki (Kościół) zaczął tracić wpływy posiadłości i dochody w kolejnych niemieckojęzycznych krajach, co mu się pewnie nie podobało więc starał się temu zapobiegać.



Wojna nie wybuchła nagle w spokojnej Europie, bo ona wcale nie była spokojna. Przez 100 lat wszystko się kotłowało się w niej i wrzało, Kościół odgrywał główną rolę i szczuł katolickich władców, którzy urządzali niekatolikom masakry i pogromy. Jednak rozruchy antykościelne krwawo tłumione w jednym miejscu wybuchały w innym. Dzięki drukowi idea rozprzestrzeniała się jak pożar, tym bardziej że była zrozumiała dla prostych ludzi, bardziej niż łacina.  Rzesza niemiecka składała się wówczas z kilku setek księstw, biskupstw, hrabstw i wolnych miast, Wielu książąt i władców miało dość panoszenia się biskupów i opatów oraz chciwości Kościoła. Mimo czynnego sprzeciwu Kościoła. na luteranizm przechodziły kolejne państewka i kraje - cała północna część Rzeszy niemieckiej, Niderlandy, Dania, Szwecja i inne kraje skandynawskie, Prusy i Czesi, którzy zawsze mieli z Kościołem na pieńku.

W Polsce Kościół zawsze miał bardzo duży wpływ na szkolnictwo i zawsze dawkował Polakom informacje, dlatego w świadomości wielu Polaków to nie Kościół jest winien rozpętania tej wojny, chociaż dążył do niej 100 lat. W polskich szkołach przemilczana jest także niechlubna rola, którą odegrali w niej lisowczycy nazywani jeźdźcami apokalipsy. Wynajął ich węgierski prokatolicki magnat, który nie sprzyjał księciu Siedmiogrodu próbującemu wyrwać Węgry spod władzy katolickich Habsburgów. Wynajęcie lisowczyków  nie mogło się to odbyć bez nacisków Kościoła, który miał w Rzeczpospolitej ogromne wpływy i od początku całą sprawą manipulował. W każdym razie lisowczycy tak spustoszyli Siedmiogród, że jego książę musiał wrócić z całym wojskiem węgierskim dla ratowania kraju, porzucając oblężenie cesarza w Wiedniu.

Najstraszliwszą jednak cenę w tej wojnie zapłacili Czesi. Miłosierny i pamiętliwy Kościół mścił się na nich za ruchy antykatolickie i chyba jeszcze za rebelię husycką sprzed 200 lat. Wydał Czechy na pastwę cesarza Ferdynanda II, prokatolickiego fanatyka. Tern wymordował wszystkich protestantów, tych którzy protestantom sprzyjali oraz tych, którzy byli podejrzani o sprzyjanie protestantom. Majątki zamordowanych rozdał niemieckim katolikom i Kościołowi. Na 300 lat państwo czeskie wymazano z map Europy, znikł czeski język, literatura, muzyka …. Z tego powodu nawet dzisiejsze pokolenia Czechów „wdzięcznie” wspominają Kościół.