Skąd
czerpał inspiracje Tolkien pisząc o krasnoludach drążących ręcznie mroczne
korytarze Morii, wdzierających się pod ziemię zbyt głęboko? Być może słyszał
opowieści o kornwalijskich górnikach, którzy w poszukiwaniu cyny już trzysta
lat temu zaczęli drążyć twarde skały na
wybrzeżu Atlantyku. Tabliczka w jednej z kopalń informuje, że prace wydobywcze
były prowadzone już w 1720 roku, a więc nie było wtedy jeszcze elektryczności,
maszyn parowych, ani nawet lamp górniczych.
czwartek, 14 kwietnia 2016
niedziela, 3 kwietnia 2016
Ostrołęka 1831
Czasami dzieje się tak, że jedna bitwa przesądza o
losach całej wojny nawet jeżeli nie jest do końca rozegrana i nie zakończyła
się jednoznacznym zwycięstwem, którejś ze stron. Tak było w 1943 roku z bitwą
na Łuku Kurskim, w której Armia Czerwona przejęła inicjatywę i po której wojska
Hitlera już się tylko cofały. Podobnie było w 1813 roku podczas bitwy pod
Lipskiem, Napoleon nie został rozgromiony ale stracił inicjatywę.Tak samo było w 1831 roku pod Ostrołęką, gdzie
właściwie przesądzone zostały losy Powstania Listopadowego. Bitwa dzięki
zdecydowanej inicjatywie Józefa Bema nie przekształciła się w pogrom wojsk
powstańczych ale straciły one inicjatywę i przeszły do defensywy. Historycy, być
może słusznie wskazują, że głównym powodem porażki pod Ostrołęką i upadku
powstania było liche dowodzenie naczelnego wodza – generała Skrzyneckiego.
Niezależnie od tego jak było naprawdę 26 maja 1831 roku Ostrołęka i jej okolice
nad Narwią usłane zostały tysiącami poległych.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, żeby
uczcić pamięć tych co o nią walczyli zaczęto budować koło Ostrołęki mauzoleum,
budowę ukończono jednak dopiero niedawno.
Mauzoleum znajduje się na prawym brzegu Narwi, na zachód od Ostrołęki, na miejscu stanowiska obronnego z okresu bitwy otoczonego dwiema fosami.
sobota, 26 marca 2016
Obrona Nowogrodu
Podczas kampanii wrześniowej Nowogród był podobnie jak Wizna częścią
umocnionego rejonu rzeki Narwi. Zaciekła obrona polska charakteryzowała się,
podobnie jak w innych bitwach tego okresu ogromną ofiarnością i bohaterstwem
żołnierzy, podoficerów i oficerów niższego szczebla, którzy potrafili wykazać
się dużą walecznością pomimo chaotycznych i niespójnych rozkazów dowództwa.
Mimo że pozbawieni byli zaplecza i wsparcia lotnictwa zaciekle bronili
przeprawy przez Narew. Wyparci z Nowogrodu przeprowadzili nawet kontratak i
czasowo wyparli Niemców z tej pozycji, w końcu jednak wycofali się, żeby
uniknąć okrążenia.
Usytuowanie tego na przykład schronu bojowego tak nisko, tuż nad wodą
jest bardzo dziwne i niekorzystne, bo nie dość że pozbawiało obrońców przewagi wysokości to jeszcze narażało ich na zalanie i utrudniało wycofanie się z pozycji, a przecież warunki terenowe umożliwiały umieszczenie schronu wyżej.
Mimo niewielkiej liczby mieszkańców Nowogród do dziś nie stracił statusu miasta. Jest senną miejscowością o niskiej zabudowie z jednym kościołem i niby rynkiem zarośniętym drzewami.
Jego atrakcją jest skansen kurpiowski i piękne,
niesamowite widoki na Narew i ujście Pisy.
poniedziałek, 29 lutego 2016
Muzeum dwuznaczności w Szczecinie
Przy Placu Solidarności znajduje się wspaniała, nowiutka szczecińska filharmonia. Na płycie placu stoi pomnik poświęcony ofiarom grudnia 1970 roku w formie skrzydlatego anioła.
Natomiast
pod powierzchnią placu zbudowano filię Muzeum Narodowego, którą nazwano Centrum
Dialogu ”Przełomy”
.
W
wikipedii dość lakonicznie napisano, że „Celem ekspozycji jest pokazanie
przełomowych momentów historii pomorskiej, począwszy od włączenia Szczecina w
granice państwa polskiego w wyniku porozumień poczdamskich w 1945, ze szczególnym
uwzględnieniem momentów buntu społecznego (1970, 1981, 1989), które
doprowadziły do odzyskania przez Polskę suwerenności w 1989. Muzeum Przełomów -
jak popularnie zwana jest ta instytucja została otwarta dla publiczności na
przełomie 2015 i 2016 r.”
Owszem jest tam wiele zdjęć i filmów z okresu PRL-u i walki z komuną, epoki Gierka i Wałęsy, ale poza tam znajduje się tam również makieta stoczni szczecińskiej, która już dzisiaj nie istnieje i całe mnóstwo „gadżetów PRL-owskich” – przedmiotów codziennego użytku wyprodukowanych przez p o l s k i e fabryki.
Podtekst tej ekspozycji jest więc trochę dziwny, nakłania
Polaków, żeby się cieszyli i radowali z wywalczonej wreszcie po latach
wolności. Dzięki ich walce zlikwidowano polskie stocznie, zniszczono całe
polskie rybołówstwo i pozamykano wszystkie polskie fabryki. Polska nie
produkuje już nawet własnego papieru. Dzieci tych, którzy wywalczyli tę wolność
szukają pracy za granicą, pływają na obcych statkach, albo pracują w
zagranicznych marketach. W tym kontekście nawet to zdanie, które jest mottem
wystawy brzmi jakoś złowieszczo.
niedziela, 28 lutego 2016
Krzyż pokuty i pojednania
Zawsze
sądziłem, że krzyże pokutne to raczej nie dzieła sztuki tylko proste i
prymitywne wytwory przestępców, którzy
byli amatorami i z kunsztem rzeźbiarskim niewiele mieli wspólnego. Nie
były to także żadne wielkie dzieła, ot takie do jednego metra. Całkiem bez
refleksji i zastanawiania przyjmowałem do wiadomości wszystkie wyjaśnienia
zawarte w różnych encyklopediach i innych opracowaniach. Krzyż stawiał morderca lub jego krewni
w miejscu, w którym popełnił to przestępstwo, kropka. Było tak do chwili gdy obejrzałem sobie dokładnie krzyż w Stargardzie.
Jest
nie tylko jednym z największych w Europie ale dodatkowo jego wykonanie musiało w XVI
wieku całkiem sporo kosztować, no i od
razu widać, za wykonał go doskonały rzemieślnik, a nie jakiś amator.
Skłoniło
mnie to do zweryfikowania dotychczasowych przekonań i zastanowienia się kto
takie krzyże mógł stawiać. Nie stawiali chyba takich krzyży pospolici
przestępcy, bo takich przecież zabijano krótko po schwytaniu. Raczej nie mógł tego robić chłop lub inny biedak po
zabiciu jakiegoś arystokraty lub bogacza, takiego chłopa najpewniej wieszano w
miejscu przestępstwa. Wątpię też, by właściciel ziemski chciał upamiętniać
miejsce, w którym zabił jakiegoś chłopa. O co więc chodzi z tymi krzyżami? To,
że istnieją jest przecież faktem. Nie wiem czy słusznie się domyślam ale sądzę,
że krzyże pokutne dotyczą tylko tych przypadków, gdy zabójcą i ofiarą byli
równi sobie statusem społecznym, majętnością i rodem, majętnością raczej większą niż mniejszą. Taki krzyż był obok
zwyczajowych odszkodowań jednym z elementów pokuty i pojednania zabójcy z
rodziną ofiary. Prawdopodobnie głównym celem jego postawienia było uniknięcie
zemsty rodowej.
wtorek, 2 lutego 2016
Niedotykalni
Nie było wolno im chodzić środkiem ulicy, nie wolno im było chodzić boso, dotykać poręczy, uprawiać ziemi, pracować w większości zawodów. Jednym z nielicznych dostępnych dla nich zawodów było ciesielstwo i stolarstwo, produkowali beczki i trumny, zbudowali wiele drewnianych kościółków. Nie wolno im było wchodzić do kościołów głównym wejściem, kościoły, do których ich wpuszczano miały drugie mniejsze, boczne wejście przeznaczone tylko dla nich.
Do
dzisiaj na terenach, na których żyli ci prześladowani ludzie – Cagoci – czyli w
Pirenejach w Kraju Basków, w północno – zachodniej Francji i północno
wschodniej Hiszpanii stoi jeszcze kilkadziesiąt kościołów i kościółków z
osobnymi wejściami dla Cagotów, chociaż ich samych już właściwie nie ma. Te
specjalne wejścia są o wiele niższe niż normalne, zbudowano je takie, żeby
zmusić Cagotów do schylania się podczas wchodzenia, dodatkowo upokorzyć.
Wejścia były też oznaczone symbolem mającym przedstawiać gęsią łapkę, taki
symbol musiał nosić na odzieży każdy Cagot.
Kapłan
udzielał im komunii posługując się drewnianą łyżką na długim trzonku. W
kościołach zachowały się również podwójne chrzcielnice, Cagotom nie wolno było
dotykać chrzcielnic dla normalnych ludzi, żeby ich nie skalać, za wszelkie
odstępstwa od zasad lub nie przestrzeganie zakazów surowo ich karano.
Cagoci
musieli mieszkać w specjalnych gettach, często oddzielonych od reszty
miejscowości rzeką, musieli też chować swoich zmarłych na osobnych cmentarzach.
Prześladowania
Cagotów jako podludzi ciągnęły się prawdopodobnie od XII do końca XIX wieku, bo
chociaż oficjalnie tą segregację zniesiono w końcówce XVIII wieku, mentalność
tamtejszych mieszkańców niewiele się zmieniła.
Przez
stulecia prześladowań przylgnęło do Cagotw wiele stereotypów, posądzano ich o
upośledzenie umysłowe i deformacje fizyczne, o roznoszenie trądu itp.
Pochodzenie
i historia Cagotów są mało znane, oni sami przez setki lat prześladowań chyba
uwierzyli, że są kimś gorszym i nie zależało im na rozgłosie. Z kolei ci,
którzy ich prześladowali i upokarzali, być może zdawali sobie sprawę, że ich postępowanie nie jest tak do końca
uzasadnione i też wstydzili się o tym mówić.
W
każdym razie dzisiaj ciężko spotkać Cagota lub kogoś kto się do bycia Cagotem
przyznaje zapewne wielu ich wymarło,
wielu zginęło w hitlerowskich obozach zagłady, a jakaś część rozproszyła się po
świecie, bo przecież od połowy XIX wieku ludzie stali się bardziej mobilni i
częściej niż poprzednio zaczęli podróżować w pogoni za pracą, szczęściem i
lepszym jutrem.
W
pirenejskich wioskach i miasteczkach pozostały po nich kościoły z podwójnymi
wejściami i chrzcielnicami i cmentarze, a gdzieniegdzie opuszczone getta. Niewiele jest o nich informacji w polskiej wikipedii, tylko na anglojęzycznych stronach.
sobota, 23 stycznia 2016
Armie Hitlera bez ropy
To zdumiewające, że tak mało uwagi poświęca się paliwu, które odegrało tak
istotną rolę w czasie II Wojny Światowej, w niektórych opracowaniach sprawa jest
wręcz przemilczana. Niemcy nie miały żadnych znaczących złóż ropy, a
polityczna sytuacja, w której się znalazły pod władzą nazistów pozwalała im
korzystać tylko ze złóż w Ploeszti, które jednak były bardziej znane z tego, że
były znane niż z tego, że były wydajne. Do połowy 1941 roku hitlerowskie Niemcy
mogły też importować jakieś ilości ropy z ZSRR ale ich rozbudowanej armii potrzebny
był stały i niezależny dostęp do paliwa przez wszystkie lata wojny.
Jak to się stało, że Niemcy utrzymywali
w ruchu swą potężną armię, która zawojowała całą Europę i ciągle staczała setki
bitew bez ropy? Jak to w ogóle możliwe, że taka wielka
zmechanizowana armia funkcjonowała? Przecież samoloty Luftwafe przez kilka lat
dominowały na naszym niebie. Okręty Kriegsmarine – nawodne i podwodne
dokonywały dalekich rajdów. Dywizje pancerne i zmotoryzowane Wermachtu i SS
często wykonywały zmasowane uderzenia i manewry okrążające na wszystkich
frontach Europy. Na jakim paliwie te wszystkie samoloty latały? Co napędzało te
wszystkie okręty, czołgi i samochody? W jaki sposób Niemcy hitlerowskie
uniezależniły się od ropy?
Głowili się nad tym niemieccy
naukowcy zachęcani i ukierunkowani zapewne przez Hitlera. W końcu doprowadzili
do tego, że gospodarka III Rzeszy produkowała paliwa syntetyczne z węgla na
skalę przemysłową. Od wysokooktanowego paliwa do samolotów, poprzez benzyną do
samochodów i paliwo do czołgów na
mazucie dla okrętów kończąc, a także smary i oleje – wszystko z węgla Nie
zrażało ich wcale, że do produkcji 1 tony paliwa zużywano 7 ton węgla i jeszcze
inne składniki. Ważne żeby armia była „na chodzie”. Wikipedia podaje, że
kilkanaście takich kombinatów przetwórczych wytwarzało w III Rzeszy do 6,5
miliona ton paliwa rocznie.
Powstały wielkie fabryki, w
których pracowali głównie robotnicy przymusowi z podbitych krajów i przerabiały
węgiel na benzynę. Jeden z takich kombinatów funkcjonował w Policach koło
Szczecina, inny w Blachowni Śląskiej. Nie zostało po nich wiele śladów, bo zostały
zbombardowane przez aliantów, a po przejściu frontu rozmontowane i wywiezione
na wschód przez naszych radzieckich sojuszników.
wtorek, 29 grudnia 2015
Sensacja w Kurdystanie
Wygląda
na to, że wśród wszystkich dotąd odkrytych budowli wzniesionych przez przodków
człowieka jest kompleks budowli, prawdopodobnie związanych z religią w miejscu nazywanym
Göbekli
Tepe kilka kilometrów od miasta Sanliurfa w tureckiej części
Kurdystanu. Archeolodzy określili czas powstania tych budowli na 11 tysięcy lat
przed naszą erą.
Młodymi więc okazują się takie budowle jak Stonehenge –2300 r.
p. n. e., Wielka Piramida 2550 r. p. n. e., czy nawet Świątynie Maltańskie z
3600 r. p. n. e. No bo jak to się ma do budowli z 11000 r. p. n. e. Wydaje się
niewiarygodne, a przynajmniej zdumiewające, że jacyś praludzie potrafili jakoś
zaprojektować, wymierzyć i skonstruować takie świątynie O tym, że była to budowla religijna i miejsce kultu
można wywnioskować chociażby z tego, że budowa tego obiektu musiała trwać setki
lat, więc na pewno była przeznaczona dla kogoś – czegoś co nasi ówcześni
praprzodkowie uznawali za wieczne, jakieś bóstwo. Przeciętny praczłowiek w
tamtych czasach (12 lub 13 tysięcy lat temu) nie żył przesadnie długo, 20 lub
może 30 lat dlatego tym bardziej zadziwia konsekwencja ich działań. To ta jakby
neandertalczycy zbudowali katedrę. Bez narzędzi, posługując się pięściakami i
siłą mięśni. Niektóre kamienne bloki budowli ważą po kilkadziesiąt ton, a
ustawili je nasi praprzodkowie, którzy nie znali jeszcze koła, nie prowadzili
osiadłego trybu życia, nie byli rolnikami. Potrafili jednak rzeźbić, niektórzy
nawet całkiem nieźle, więc chyba wrodzony talent jest całkiem niezależny od
czasów i prymitywnych warunków życia.
Nie mniej zdumiewający od
starożytności budowli jest fakt, że nikt się jakoś specjalnie nie chwalił
posiadaniem takiego reliktu na swoim terytorium. W innych częściach świata
wokół prehistorycznych pozostałości powstaje infrastruktura turystyczna, a
nawet całe centra naukowe i pseudonaukowe. Tymczasem Göbekli Tepe pozostawiono
w spokoju na pustyni, chociaż samo w sobie stanowi sensację. Być może stało się
tak z powodu turecko – kurdyjskich animozji. Kościół Katolicki i muzułmanie też pewnie za mocno nie naciskają, żeby rozpowszechniać wiedzę o istniejących 13 tysięcy lat temu religiach. W każdym razie biorąc pod uwagę
ostatnie wydarzenia i powstanie Państwa Islamskiego chybna nawet dobrze się stało z punktu
widzenia ewentualnych inwestorów w infrastrukturę turystyczną.
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Sześćdziesięciu centurionów
W
skład każdego z legionów rzymskich wchodziło zawsze 60 centurii, a dowódcą
każdej z nich był centurion, czyli jakby setnik. Myli się jednak każdy kto
sądzi, że jeden centurion był równy rangą innemu. Okazuje się, że żaden
centurion nie był równy drugiemu. Najwyższy rangą ze wszystkich centurionów w
legionie był dowódca pierwszej centurii w pierwszej kohorcie, najniższy rangą był dowódca szóstej centurii
w dziesiątej kohorcie. Nie wiadomo dokładnie w jak i sposób centurioni
awansowali, chociaż wiadomo że dowódca pierwszej centurii w kohorcie często
dowodził w walce całą kohortą. Ci dowódcy (pierwszych centurii w kohortach)
brali również udział w radach wojennych przed bitwami.
Wydaje
się, że dowództwo I centurii w I kohorcie było szczytem kariery centuriona.
Stanowiska trybunów – w każdym legionie było ich sześciu – obsadzone były przez
członków arystokracji. Trybun był w legionie czymś w rodzaju oficera
łącznikowego, po odbyciu określonego stażu i osiągnięciu odpowiedniego wieku
mógł zostać kwestorem legionu, a później jego dowódcą, czyli legatem.
Oczywiście na przestrzeni kolejnych stuleci wojsko rzymskie ewoluowało i
zmieniało się uzbrojenie, liczebność jednostek i niektóre zasady. Dla przykładu
początkowo za czasów republiki funkcjonowały manipuły, każdy manipuł zawierał
dwie centurie, a trzy manipuły tworzyły kohortę. Później, podobno w okresie
cesarstwa manipuły zanikły i legion składał się po prostu z dziesięciu kohort,
a każda z nich z sześciu centurii.
O
manipułach wspomina jeszcze Juliusz Cezar w „Wojnie Galijskiej”, podkreśla też,
że skuteczność legionów zależała głównie od dyscypliny. Kulminacyjnym momentem
trwającej 7 lat wojny opisywanej przez Cezara można nazwać oblężenie Alezji i
stłumienie powstania Wecyngetoryxa, który próbował zrzucić z Galii jarzmo
Rzymian. Otóż Wercyngetoryx wraz z 80.000 galijskich wojowników zamknął się w
dobrze ufortyfikowanej Alezji ale przedtem rozesłał wszystkich konnych po
odsiecz. Cezar oceniwszy, że nie ma szans zdobyć umocnionego miasta szturmem
zaczął je oblegać mając przy sobie 10 legionów mocno przetrzebionych po siedmiu
latach wojny. Historycy szacują, że mógł mieć pod komendą około 40.000
żołnierzy.
Już
sam fakt, że przez miesiąc zdołał utrzymać w oblężeniu dwukrotnie liczniejszego
przeciwnika i zdobywać zaopatrzenie we wrogim sobie terenie jest zadziwiające.
Jednak to nie wszystko, bo po trzydziestu dniach, gdy oblężonym kończyła się
już żywność nadeszła odsiecz, 300.000 wojowników ze wszystkich galijskich
plemion. Legioniści zostali zmuszeni do walki na dwa fronty, a oblężeni i
odsiecz walcząc widzieli się wzajemnie ale nic im to nie dało. Dzięki
dyscyplinie Rzymianie nie przerywając walki z oblężonymi rozgromili i przegnali
tych co przyszli im z odsieczą. Tak to przynajmniej wygląda w relacji Cezara, trzeba jednak pamiętać, że wiele bitew w tych wojnach wygrał on dzięki intrygom skłócając poszczególne plemiona.
Juliusz
Cezar jest bardzo subiektywny i stronniczy, a część jego relacji ma charakter
propagandowy, bo pisze je formie sprawozdania dla senatu, w którym miał i
przyjaciół i wrogów. Mimo to czytając o jego wyprawach za Ren i do Brytanii ma
się wrażenie jak przy czytaniu książki podróżniczej. Skąd się wzięła nazwa
Prowansja? Oczywiście od rzymskiej nazwy Prowincja. Na początku była Galia
Przedalpejska i Galia Zaalpejska, później Galię Przedalpejską przyłączono do
Italii, a Galię Zaalpejską w dolinie Rodanu, Rzymianie zaczęli nazywać
Prowincją, co się ogólnie przyjęło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








